Towarzyszenie w stracie

Jako rodzice chcielibyśmy uchronić dzieci przed trudnymi przeżyciami i stratami. Śmierć jest jednak nieodłącznym elementem życia. Niekiedy przychodzi zbyt wcześnie, czasem jest spodziewana, ale zawsze wpływa na bliskich. Kiedy dziecko traci ważną osobę, szczególnie potrzebuje obecności wrażliwych, dobrych, silnych dorosłych. Takich, którzy dadzą odpowiednią ilość bliskości i przestrzeni do przeżywania odczuć związanych ze stratą. Pamiętajmy, że każdy może reagować w swój indywidualny, wyjątkowy sposób. Warto zaakceptować i przyjąć te różne sposoby przeżywania żałoby u dziecka, nie ingerując w nie, ale mając gotowość towarzyszenia i wspierania. To, co warto robić z własnej inicjatywy, to wyjaśniać dziecku, co się dzieje w jego otoczeniu. Warto podawać informacje w formie łatwej do przyjęcia, ale nie zmieniającej sensu i prawdy o umieraniu. Niedomówienia mogą zwiększać poziom lęku i napięcia czy poczucia winy.
Często słyszę pytania, czy rozmawiać dzieckiem o zmarłej osobie, czy oglądać zdjęcia i pamiątki. Te rozterki wynikają z troski o delikatne dziecięce uczucia. Odpowiadając na te dylematy, warto sobie uświadomić, że strata przeżywana razem z bliskimi, jest niejako dzielona, a wśród odczuć pojawia się poczucie bezpieczeństwa, wspólnoty i przynależności. Tęsknota przeżywana razem może dać ulgę, komfort i nostalgiczne ciepło.DSC_2686

 

Strefa komfortu czy stresu?

69000572_1547382305386761_771073429951479808_n

Wpis i grafika na stronie Agnieszki Stein przywołały skojarzenia z obserwacjami w gabinecie. Będąc w kontakcie z dzieckiem „zamrożonym”, dorośli czasem uznają, że są ignorowani, a dziecko wycofane. Spotykając dziecko w stanie walki, niekiedy błędnie się ocenia, że przejawia ono zaburzenia zachowania. Pamiętajmy, że kurczowe „trzymanie się” lęku i cierpienia nie jest wyborem, lecz niekiedy jedynym sposobem na przetrwanie. Potrzeba wspierającego i bezpiecznego środowiska i najczęściej terapii, by dziecko mogło „odpuścić” te obciążające strategie i skorzystać z bardziej rozwojowych. Wczoraj miałam dużą radość z obserwowania małego pacjenta, który jeszcze rok temu funkcjonował głównie w niebieskiej i zielonej strefie, a obecnie dominuje zielona i żółta :-)

Oryginalny wpis Agnieszki:

„Po internetach krąży taki obrazek o tym jak to trzeba się zmusić do wyjścia ze strefy komfortu, żeby zdarzył się rozwój. Po drodze przechodząc jeszcze przez strach i inne nieprzyjemne rzeczy. Może to widzieliście.
Za każdym razem jak to widzę myślę sobie o tym, że chciała bym się z wami podzielić tym jaka jest aktualna wiedza na ten temat. I jaka perspektywa sprawdza mi się w moim życiu i pracy.
Strefa komfortu to strefa regeneracji i odpoczynku. Potrzebujemy w niej być około 40% naszego czasu. Bycie w tej strefie jest rzeczywiście przyjemne i bezpieczne ale kiedy się nią nasycimy robi się nam nudno i mamy ochotę zacząć coś robić.
Wtedy trafiamy do strefy zielonej. Strefy kontaktów społecznych i rozwoju. Bycie w tej strefie też jest przyjemne i jest to przyjemność związana z wysiłkiem i podejmowaniem wyzwań.
To co ludzie zwykle nazywają strefą komfortu to nie jest żaden komfort tylko zamrożenie. To stan w którym nie jest wcale nam dobrze i bezpiecznie. Jesteśmy tam dlatego, że było za dużo, za trudno, zbyt zagrażająco. Wyjście z zamrożenia czyli z niebieskiej strefy nie odbywa się poprzez wysilanie się.
Piszę o tym przede wszystkim dlatego, że za jedno z najbardziej szkodliwych przekonań o rozwoju uważam to, że ludzie, którzy są w zamrożeniu, którym jest trudno muszą się tylko postarać i to wystarczy, żeby coś się zmieniło.
Bardzo często prowadzi to do ogromnego poczucia winy, wstydu, złości na siebie, że się nie udaje i przekonania, że coś jest z tą osobą nie tak.
Chcę więc jeszcze raz napisać – motywacja do zmiany to nie to samo co możliwość zmiany. Dużo częściej ludzie potrzebują pomocy i wiedzy co zrobić i jak a nie tego, żeby wysilać się jeszcze trochę bardziej.”

Terapeutyczna moc relacji z opiekunem

Rodzice i opiekunowie nie zawsze zdają sobie z tego sprawę, ale w przypadku wielu dziecięcych problemów, to oni mogą być najlepszymi terapeutami dla swoich podopiecznych. To dorosły powinien być pierwszym gościem w gabinecie psychologa, by zauważyć i wykorzystać swoje zasoby w kontakcie z dzieckiem, które zmaga się z trudnościami emocjonalnymi.

Jak pisze dalej Chris Taylor w książce Zaburzenia przywiązania u dzieci i młodzieży „To w intensywnych kontaktach towarzyszących zażyłej więzi wyrażane i przetwarzane są informacje o emocjach. Dziecko buduje swoje poczucie bezpieczeństwa, uczy się samoregulacji i rozwija inteligencję emocjonalną w relacji z wrażliwą osobą, która jest autonomiczna i stabilna psychicznie”.

_terapię otacza pewna mistyczna aura, przez co nie docenia się wartości pracy opiekunów, którzy bardzo dobrze znają dziecko i mogą mu ofiarować niczym nieograniczone czas i przestrzeń [...]_

Ale najpierw – emocje

Kiedy oczekujemy opanowanego i skutecznego działania od małych dzieci, osób w kryzysie czy nastolatka z doświadczeniem traumy, zapominamy o najważniejszym. Fundamentem kontroli zachowania jest zdolność do regulacji emocji. Dziecko uczy się jej od narodzin w relacji z wrażliwym rodzicem. W razie niepowodzenia na tym wczesnym etapie, rozwój regulacji emocjonalnej staje się podstawowym celem terapii. Nie zaczynajmy od próby zmiany zachowań, pomijając konieczną bazę.41473068_1939317209461372_483555898111819776_n

Podążaj za dzieckiem

Wielu rodziców uznaje powinność sprawowania kontroli nad dzieckiem jako oczywistą i konieczną. Warto zastanowić się, za każdym razem, gdy mamy ochotę czegoś zakazać, poinstruować lub zmienić w zachowaniu dziecka, czemu to służy? Z jakiego powodu czegoś odmawiam? W jakim celu wpływam na działanie dziecka? Czy to rzeczywiście konieczne? Jeśli nie, daj dziecku przestrzeń i siebie jako wsparcie. To prostsze.

off.

Odczarować psychologa

Zastanawiasz się nad wizytą u psychologa? Możesz mieć sporo obaw i wątpliwości przed pierwszym spotkaniem. Krótko i rzeczowo nt. tego, kim jest, a kim nie jest psycholog, napisała autorka bloga Być Bliżej w tym poście, do którego przeczytania serdecznie zachęcam.

Psycholog to absolwent pięcioletnich studiów magisterskich. Dodatkowo może zostać psychoterapeutą, jeśli uczestniczy w całościowym czteroletnim szkoleniu z psychoterapii (lista rekomendowanych przez PTP ośrodków szkolących). Psycholog w swojej pracy wykorzystuje osiągnięcia nauki empirycznej (tj. opartej na badaniach), jaką jest psychologia, i respektuje zasady Kodeksu Etyczno-Zawodowego.

Psycholog nie stosuje magicznych sztuczek diagnostycznych ani w rozmowach z klientami, ani ze znajomymi czy rodziną (czasem słyszymy: „Boję się cokolwiek powiedzieć, bo przecież jesteś psychologiem i zaraz mnie zdiagnozujesz”). Relacjom towarzyskim nie przyświeca, mam nadzieję, intencja diagnozowania. A sam proces poznawania osobowości drugiego człowieka wymaga czasu, skupienia, odpowiednich narzędzi diagnostycznych i sprzyjających warunków. To raczej domorosła „psychologia” rodem z tygodników opiera się na „psychotestach” albo wskazówkach, jak w 10 krokach rozpoznać depresję czy zesp. Aspergera. Diagnoza to proces, w którym obydwie strony mają aktywną rolę w nadawaniu znaczenia pojawiającym się treściom. Jako badacze, w dużej mierze opieramy się na słowach osoby badanej, upewniając się jednocześnie i dopytując, czy dobrze coś rozumiemy. Obserwacje związane z mimiką i gestykulacją są pomocne, ponieważ dużo mówią o aktualnym stanie emocjonalnym, ale zazwyczaj też się je nazywa i omawia. Z kolei stosowane w diagnozie testy psychologiczne cechują się odpowiednio wysokimi standardami psychometrycznymi (obiektywność, rzetelność, trafność, standaryzacja, normalizacja i adaptacja do kultury).

Do tego, co znajdziemy w zalinkowanym tekście, chciałabym dodać, że psycholog nie jest (i nie ma być!) mistrzem manipulacji. Czasami spotykam się z oczekiwaniem, że „jako psycholog” na pewno potrafię i powinnam odpowiednio „podejść” dziecko/małżonka/współpracownika, w celu uzyskania informacji/zmotywowania/nakłonienia do czegoś. Bywa, że specjalista niespełniający takich próśb oceniany jest jako niekompetentny, co wynika ze stereotypu psychologa-praktyka stosującego magiczne techniki wpływu na ludzi. Rozmowa wspierająca nigdy nie powinna służyć wywieraniu wpływu na wspomaganego, by ten realizował nieswoje cele. Jest wręcz przeciwnie – wspieramy klientów i pacjentów w rozwoju niezależności w funkcjonowaniu i pracujemy nad lepszym rozpoznawaniem swoich potrzeb (z jednoczesnym respektowaniem granic własnych i innych). Psycholog powinien w swoich interwencjach pomocowych stanowić model empatycznej, bezpośredniej, szczerej i asertywnej komunikacji, bez ukrytych motywów, podwójnych komunikatów, budzenia poczucia winy czy kokietowania.

Poza tym psycholog, w odróżnieniu od wsparcia, które możesz uzyskać od przyjaciela czy życzliwej bliskiej osoby, raczej nie ucieknie się do łatwego pocieszania czy sypania z rękawa radami i rozwiązaniami. Możesz się natomiast spodziewać uważnego wysłuchania, nazywania uczuć, dzielenia się skojarzeniami, podsumowywania i porządkowania treści, które przekazujesz. Równolegle pojawia się przestrzeń na konfrontacje i interpretacje, które nie służą krytyce czy ocenie, ale mają pomóc w zauważeniu procesów, które trudno dostrzec samemu. Wtedy też zaczyna kiełkować proces zmiany. Pamiętaj, że dla skuteczności pomagania specjalista nie od razu wypowiada na głos wszystkie swoje spostrzeżenia czy hipotezy. Robi to w możliwie najlepszym momencie z perspektywy poziomu rozwoju relacji terapeutycznej, zaufania i bezpieczeństwa. Poziom aktywności psychologa będzie się różnił w zależności od podejścia teoretycznego, na którym się opiera, oraz rodzaju pomocy, z której korzystasz (konsultacje, poradnictwo, psychoterapia). O różnych podejściach w psychoterapii możesz poczytać tutaj. Nie bez znaczenia jest też osobowość, temperament czy poczucie humoru samego psychologa.

Spotkałam się kiedyś ze stwierdzeniem, że od psychologa powinno się wychodzić w wyśmienitym humorze, z podbudowanym poczuciem wartości i pewnością siebie. Co więcej, miałoby to być wyznacznikiem skuteczności oddziaływań psychologicznych. Nie jest to do końca prawda. Owszem, kiedy mówimy o zakończonej terapii, często jednym z osiągniętych rezultatów jest wzrost poczucia szczęścia, komfortu i spełnienia. Jednak podczas poszczególnych spotkań istotne jest pozwolenie sobie na odczuwanie również negatywnych emocji i skonfrontowanie się z żalem, gniewem czy pustką. Prowadzi to do nawiązania bliższego i autentycznego kontaktu z wewnętrznymi przeżyciami. I co ważne, z całym ich wachlarzem. Wzbudzenie autorefleksji i poszerzanie pola samoświadomości to ogromny postęp dla każdego z nas. Również psychologa. Bo to też człowiek ; )

Patrz oczami innych

„Patrz oczami dziecka” to pierwszy ze sposobów budowania i naprawiania kontaktu wymieniony przez Agnieszkę Stein w drugiej części Dziecka z bliska. Nie bez powodu podczas treningów umiejętności wychowawczych  z powodzeniem stosuje się ćwiczenia zmiany perspektywy. Wejście w rolę dziecka nie jest łatwe, ale jeśli udaje się opiekunowi, to zazwyczaj prowadzi do dużego zaangażowania emocjonalnego i swoistego „przebudzenia”. Warto chwilę zastanowić nad własną umiejętnością zakładania czyichś „okularów” w różnych sytuacjach interpersonalnych. Wszak zdolność spojrzenia na świat z perspektywy drugiego człowieka jest umiejętnością nieocenioną w kształtowaniu wszelkich naszych relacji z ludźmi.

91_norm

Oto fragment książki:

„Wyjście poza swój punkt widzenia jest jednym z podstawowych warunków dobrego porozumienia z innymi ludźmi. Rodzicom potrzebna jest ta umiejętność w stopniu mistrzowskim. Wiąże się ona z umiejętnością oddzielenia swojego punktu widzenia, swoich emocji, swojej wiedzy na temat świata od tego, co widzi, czuje i wie dziecko. Myśląc o jakiejś sytuacji, ludzie często mieszają swój punkt widzenia ze spojrzeniem innych osób. […] Traktują jako oczywiste i wszystkim znane fakty to, czego druga osoba może nie wiedzieć. Uważają, że ktoś domyśli się, zgadnie. Dlatego nie dbają o dokładne pokazanie swojego punktu widzenia. Zdarza się też, że zbyt łatwo interpretują zachowanie innych, nie sprawdzając i nie dopytując, czy dobrze zrozumieli. Rodzice odbijają się od dzieci, kiedy do poważnych rozmów wybierają tematy błahe z dziecięcego punktu widzenia. Chcą zmusić dziecko do przyjęcia ich własnej hierarchii spraw, a to nie jest możliwe, bo dziecko ma swoją własną. Jakie znaczenie dla dziecka, które nie wie, czy chce mu się dalej żyć, ma zła ocena z klasówki? Albo jakie znaczenie dla dziecka, które właśnie się zakochało, ma to, gdzie kładzie brudne skarpetki? To kolejna podpowiedź, żeby zamiast gonić dzieci albo ciągnąć je do siebie, spróbować najpierw odwiedzić je w ich własnym świecie, bo często tylko tam możliwe jest spotkanie z nimi.”

Agnieszka Stein, s. 26, Dziecko z bliska idzie w świat, Wyd. Mamania. Warszawa 2014

Szkolenia, seminaria, dyskusje

Zachęcam specjalistów (i nie tylko) do obserwowania działań Fundacji Przyjaciele Martynki.

Już pod koniec marca w Poznaniu odbędzie się interesująca dyskusja panelowa z udziałem ekspertów, dotycząca traumy prenatalnej, perinatalnej i postnatalnej.

Po szczegóły zapraszam tutaj http://www.fundacjaprzyjacielemartynki.pl/aktualnoci/54-truama-prenatalna,-perynatalna-i-postnatalna.html