Patrz oczami innych

„Patrz oczami dziecka” to pierwszy ze sposobów budowania i naprawiania kontaktu wymieniony przez Agnieszkę Stein w drugiej części Dziecka z bliska. Nie bez powodu podczas treningów umiejętności wychowawczych  z powodzeniem stosuje się ćwiczenia zmiany perspektywy. Wejście w rolę dziecka nie jest łatwe, ale jeśli udaje się opiekunowi, to zazwyczaj prowadzi do dużego zaangażowania emocjonalnego i swoistego „przebudzenia”. Warto chwilę zastanowić nad własną umiejętnością zakładania czyichś „okularów” w różnych sytuacjach interpersonalnych. Wszak zdolność spojrzenia na świat z perspektywy drugiego człowieka jest umiejętnością nieocenioną w kształtowaniu wszelkich naszych relacji z ludźmi.

91_norm

Oto fragment książki:

„Wyjście poza swój punkt widzenia jest jednym z podstawowych warunków dobrego porozumienia z innymi ludźmi. Rodzicom potrzebna jest ta umiejętność w stopniu mistrzowskim. Wiąże się ona z umiejętnością oddzielenia swojego punktu widzenia, swoich emocji, swojej wiedzy na temat świata od tego, co widzi, czuje i wie dziecko. Myśląc o jakiejś sytuacji, ludzie często mieszają swój punkt widzenia ze spojrzeniem innych osób. […] Traktują jako oczywiste i wszystkim znane fakty to, czego druga osoba może nie wiedzieć. Uważają, że ktoś domyśli się, zgadnie. Dlatego nie dbają o dokładne pokazanie swojego punktu widzenia. Zdarza się też, że zbyt łatwo interpretują zachowanie innych, nie sprawdzając i nie dopytując, czy dobrze zrozumieli. Rodzice odbijają się od dzieci, kiedy do poważnych rozmów wybierają tematy błahe z dziecięcego punktu widzenia. Chcą zmusić dziecko do przyjęcia ich własnej hierarchii spraw, a to nie jest możliwe, bo dziecko ma swoją własną. Jakie znaczenie dla dziecka, które nie wie, czy chce mu się dalej żyć, ma zła ocena z klasówki? Albo jakie znaczenie dla dziecka, które właśnie się zakochało, ma to, gdzie kładzie brudne skarpetki? To kolejna podpowiedź, żeby zamiast gonić dzieci albo ciągnąć je do siebie, spróbować najpierw odwiedzić je w ich własnym świecie, bo często tylko tam możliwe jest spotkanie z nimi.”

Agnieszka Stein, s. 26, Dziecko z bliska idzie w świat, Wyd. Mamania. Warszawa 2014

Niezbędnik Dobrego Nauczyciela

…dodałabym również: opiekuna, wychowawcy, psychologa.

Polecam serię „Rozwój w okresie dzieciństwa i dorastania”, opublikowaną przez zespół projektu Entuzjaści Edukacji, pod redakcją prof. dr hab. Anny Brzezińskiej:

http://eduentuzjasci.pl/publikacje-ee-lista/214-niezbednik-dobrego-nauczyciela/seria-1-rozwoj-w-okresie-dziecinstwa-i-dorastania/1171-niezbednik-dobrego-nauczyciela-seria-1-rozwoj-w-okresie-dziecinstwa-i-dorastania.html

Każdą z sześciu publikacji, odpowiadających kolejnych okresom rozwojowym, można nieodpłatnie ściągnąć, klikając na okładki książeczek.

 

Informacje ze strony www.eduentuzjasci.pl:

Seria 1. Rozwój w okresie dzieciństwa i dorastania – przedstawia najważniejsze zmiany i osiągnięcia rozwojowe czyli „kamienie milowe” w kolejnych etapach dzieciństwa i dorastania w obszarze fizycznym, emocjonalnym, intelektualnym i społeczno-moralnym. Pokazuje, jaką rolę w rozwoju odgrywają kontakty społeczne z dorosłymi, a jaką kontakty z rówieśnikami. Przygotowana seria opisuje sześć etapów rozwojowych człowieka – od wczesnego dzieciństwa po późną fazę okresu dorastania. Seria przeznaczona jest głównie dla opiekunów, wychowawców i nauczycieli – w żłobkach, klubach malucha, przedszkolach, szkołach podstawowych, gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych, a także dla pracowników klubów i świetlic. Słowem – dla osób pracujących na co dzień z dziećmi w różnym wieku i z młodzieżą. Także dla rodziców, chcących poszerzyć swe rodzicielskie kompetencje.

Konsekwentnie czy niekonsekwentnie?

Wśród poradników  dla rodziców i opinii specjalistów trudno znaleźć stanowisko krytyczne wobec postulatu konsekwencji w wychowaniu dzieci. Spotkałam się jednak z dwiema odosobnionymi opiniami.

Pierwsza z nich pochodzi z książki Wychowanie zranionego dziecka (s. 50, Keck, Kupecky), a druga zawarta została w ciekawym artykule Agnieszki Stein O pożytkach płynących z niekonsekwencji, który można przeczytać tutaj: http://dzikiedzieci.pl/index.php?strona=126. Choć obie nie zalecają konsekwencji jako głównej zasady wychowania, są napisane w różnych duchu i wynikają z innych idei.

Autorzy Wychowania zranionego dziecka postrzegają niekonsekwencję jako „sposób na dziecko”,  możliwość przechytrzenia go i złamania rutyny. Radzą nie informować dziecka, co je spotka za niegrzeczne zachowanie, a własne reakcje zmieniać za każdym razem, tj. czasem ignorować, czasem skomentować, innym razem ukarać dziecko. Uważam, że dzieci, które doświadczyły wzrastania w rodzinach dysfunkcyjnych, gdzie panował chaos, brak jakichkolwiek metod wychowawczych i ciągła niepewność, co zrobią opiekunowie, przede wszystkim potrzebują poczucia bezpieczeństwa, stałości i przewidywalności, nawet jeśli ta stabilność wydaje im się czymś nieprzyjemnym, bo nieznanym. Stosowanie różnych sposobów i sztuczek, których jedynym celem jest wpłynięcie na zachowanie dziecka, bez dbałości o jego poczucie bezpieczeństwa i budującą się więź z opiekunami, uważam za krzywdzące i nieskuteczne w dłuższej perspektywie.

Agnieszka Stein natomiast radzi wybierać niekonsekwentne zachowania wówczas, gdy wypływają z prawdziwego zrozumienia dziecka i stanowią odpowiedź na jego aktualne potrzeby, ma to bowiem większą wagę niż bezwzględna konsekwencja (wywodząca się z behawioralnych teorii uczenia się). Jako przykład podaje sytuację, w której ojciec konsekwentnie odmawia wzięcia na ręce dużej już córki, która jednak o to prosi, bo jest już bardzo zmęczona. Okazuje się, że dziecko zaczyna wkrótce przejawiać objawy choroby, a na drugi dzień trafia do szpitala. Autorka pisze również, że dziecko, otoczone dorosłymi o różnych poglądach, osobowościach, którzy nie zawsze zachowują się zgodnie ze wspólną „linią wychowawczą”, może doświadczyć różnych relacji i różnorodności zachowań, które spotka później w „prawdziwym” świecie poza domem rodzinnym. Bliskość, umiejętność szczerego wyrażania uczuć i potrzeb oraz elastyczność zachowań przy zmieniających się warunkach, są istotniejsze niż bezwzględne przestrzeganie zasad i regulaminów.

Oczywiście na co dzień, zwłaszcza jeśli chodzi o bezpieczeństwo i zdrowie, warto się trzymać ustalonych z dzieckiem reguł. Pozwala to na budowanie zaufania do rodziców i ich kompetencji, socjalizację, wzrost samokontroli, naukę zasad życia społecznego. Nie można jednak stać się niewolnikiem konsekwencji, zapominając o realizacji potrzeb dziecka i priorytetowym traktowaniu więzi z nim.

Ostrzeżenie przed terapią więzi, czyli…

CAM00221

Chcąc pisać o więzi i jej zaburzeniach, warto już na wstępie zdecydowanie zaznaczyć różnicę między podejściem opartym o klasyczną teorię przywiązania Bowlby’ego i najnowsze badania nad rozwojem mózgu, a zbiorem niebezpiecznych oddziaływań paraterapeutycznych, nazywanych myląco terapiami więzi. „Terapia wymuszonego kontaktu” (holding) czy „rebirthing” to niebezpieczne metody, w których przekracza się granice fizyczne i psychiczne dziecka, a ich efekty, jeśli się pojawiają, wynikają raczej z zastraszenia i złamania woli dziecka niż modyfikacji wzorca przywiązania i poprawy relacji w rodzinie. O tragicznych w skutkach „terapiach” można przeczytać w najnowszej książce Tomasza Witkowskiego Zakazana psychologia tom II. Rozdział mówiący o „szarlatanerii w obszarze terapii dziecięcej” został udostępniony na stronie autora.
Źródło: http://www.tomaszwitkowski.pl/page22.php

Choć nie zgadzam się z założeniem Tomasza Witkowskiego, że dzieciństwo nie ma wpływu na rozwój osobowości, uważam, że należy w zdecydowany sposób ostrzegać przed korzystaniem z niesprawdzonych i szkodliwych metod terapii. Jeśli odrzucimy te niebezpieczne, niekontrolowane terapie, nadal jednak pozostaje problem wielu rodzin zastępczych i adopcyjnych opiekujących się dziećmi ze zdezorganizowanym wzorcem przywiązania lub reaktywnymi zaburzeniami więzi (RAD). Opiekunowie szukający, często na własną rękę, pomocy, niekoniecznie posiadają umiejętności weryfikacji naukowej oferowanych im metod. Jeśli do tego czują bezsilność, zmęczenie i rezygnację związaną z frustracją wynikającą z trudności z nawiązaniem relacji z dzieckiem, będą skłonni korzystać z pomocy każdego terapeuty zapewniającego ich o możliwości pomocy. Myślę, że oprócz ostrzegania przed „szarlantanerią”, trzeba wskazywać metody bezpieczne, niekoniecznie spektakularne i szybkie w efektach, ale pozwalające na zbudowanie prawdziwej więzi, opartej na poczuciu bezpieczeństwa i zaufaniu.

Jak pisze Witkowski: „Terapia oparta na więzi (attachment-based therapy), bo tak dla odróżnienia od terapii więzi (attachment therapy) ją nazwano, jest alternatywą dla tych opisywanych przeze mnie […] Niestety, jest to propozycja wyłącznie dla terapeutów i rodziców, którzy wspólnie nie boją się wziąć na siebie odpowiedzialności za wynik pracy z trudnym dzieckiem, jak również za ewentualne porażki.”  Autor kończy jednak tym stwierdzeniem rozdział, nie podając źródeł dostępnych w Polsce.

W bardzo rzetelny i przekonujący sposób o krzywdzeniu dzieci pod przykrywką „terapii” pisze również psychiatra dziecięcy Bruce D. Perry w fascynującej książce O chłopcu wychowywanym jak pies w rozdziale Diabelska panika. Autor jednak, w odróżnieniu od Witkowskiego, opisuje badania z dziedziny medycyny i neuropsychologii, związane z ekspresją genów, rozwojem i neurochemią mózgu, układem hormonalnym, które ukazują ogromny wpływ wczesnodziecięcych doświadczeń na to, jak rozwija się nasza osobowość, zachowania, kompetencje społeczne i empatia. W kolejnych odsłonach przybliżę niektóre odkrycia, opisywane przez Perry’ego, w celu przedstawiania dobrych i dostępnych (!) metod dla rodziców, opartych na wiedzy naukowej i doświadczeniu klinicznym.