Konsekwentnie czy niekonsekwentnie?

Wśród poradników  dla rodziców i opinii specjalistów trudno znaleźć stanowisko krytyczne wobec postulatu konsekwencji w wychowaniu dzieci. Spotkałam się jednak z dwiema odosobnionymi opiniami.

Pierwsza z nich pochodzi z książki Wychowanie zranionego dziecka (s. 50, Keck, Kupecky), a druga zawarta została w ciekawym artykule Agnieszki Stein O pożytkach płynących z niekonsekwencji, który można przeczytać tutaj: http://dzikiedzieci.pl/index.php?strona=126. Choć obie nie zalecają konsekwencji jako głównej zasady wychowania, są napisane w różnych duchu i wynikają z innych idei.

Autorzy Wychowania zranionego dziecka postrzegają niekonsekwencję jako „sposób na dziecko”,  możliwość przechytrzenia go i złamania rutyny. Radzą nie informować dziecka, co je spotka za niegrzeczne zachowanie, a własne reakcje zmieniać za każdym razem, tj. czasem ignorować, czasem skomentować, innym razem ukarać dziecko. Uważam, że dzieci, które doświadczyły wzrastania w rodzinach dysfunkcyjnych, gdzie panował chaos, brak jakichkolwiek metod wychowawczych i ciągła niepewność, co zrobią opiekunowie, przede wszystkim potrzebują poczucia bezpieczeństwa, stałości i przewidywalności, nawet jeśli ta stabilność wydaje im się czymś nieprzyjemnym, bo nieznanym. Stosowanie różnych sposobów i sztuczek, których jedynym celem jest wpłynięcie na zachowanie dziecka, bez dbałości o jego poczucie bezpieczeństwa i budującą się więź z opiekunami, uważam za krzywdzące i nieskuteczne w dłuższej perspektywie.

Agnieszka Stein natomiast radzi wybierać niekonsekwentne zachowania wówczas, gdy wypływają z prawdziwego zrozumienia dziecka i stanowią odpowiedź na jego aktualne potrzeby, ma to bowiem większą wagę niż bezwzględna konsekwencja (wywodząca się z behawioralnych teorii uczenia się). Jako przykład podaje sytuację, w której ojciec konsekwentnie odmawia wzięcia na ręce dużej już córki, która jednak o to prosi, bo jest już bardzo zmęczona. Okazuje się, że dziecko zaczyna wkrótce przejawiać objawy choroby, a na drugi dzień trafia do szpitala. Autorka pisze również, że dziecko, otoczone dorosłymi o różnych poglądach, osobowościach, którzy nie zawsze zachowują się zgodnie ze wspólną „linią wychowawczą”, może doświadczyć różnych relacji i różnorodności zachowań, które spotka później w „prawdziwym” świecie poza domem rodzinnym. Bliskość, umiejętność szczerego wyrażania uczuć i potrzeb oraz elastyczność zachowań przy zmieniających się warunkach, są istotniejsze niż bezwzględne przestrzeganie zasad i regulaminów.

Oczywiście na co dzień, zwłaszcza jeśli chodzi o bezpieczeństwo i zdrowie, warto się trzymać ustalonych z dzieckiem reguł. Pozwala to na budowanie zaufania do rodziców i ich kompetencji, socjalizację, wzrost samokontroli, naukę zasad życia społecznego. Nie można jednak stać się niewolnikiem konsekwencji, zapominając o realizacji potrzeb dziecka i priorytetowym traktowaniu więzi z nim.

4 wspomnień o “Konsekwentnie czy niekonsekwentnie?

  1. Komentarz Tereski na facebookowym profilu Zakątka:
    „To ja tak mniej naukowo, a bardziej praktycznie. Moim zdaniem jako mamy od 4 miesięcy konsekwencja jest bardzo potrzebna. Zachowanie pewnego rytuału przy dziecku sprawia, że maluch jest spokojny. Prosty przykład. Konsekwentnie od samego początku Szymon między godziną 19 a 20. jest kąpany i kładziony spać. Jednego razu zdarzyło się, że późno wróciliśmy do domu, więc etap kapieli chciałam pominąć, umyłam go chusteczkami i położyłam. Nie mógł zasnąć, płakał. Po wielu próbach uspokojenia wzięłam go do kąpieli. Zasnął jak aniołek bez najmniejszego jęku. Wprowadzanie chaosu do życia tak małego dziecka wydaje mi się nieodpowiedzialne. Przecież ono poznaje dopiero świat. Starsze dzieci też potrzebują spokoju i harmonii. Wydaje mi się, że dość dużo zamieszania czeka je jeszcze w dorosłym zyciu, więc może lepiej zaoszczędzić im tego? a Przykład z braniem na ręce jest nie trafiony, bo co innego być niekonsekwentnym a Niekonsekwentnym.”

    Odpowiedź:
    Oczywiście, że konsekwencja jest niezbędna – między innymi właśnie przy ustalaniu wspólnie z niemowlęciem rytmu dnia i nocy. Twoje wrażliwe odczytanie potrzeb Szymona pomogło mu się uspokoić i zasnąć w komforcie. W artykule Agnieszki Stein właśnie o to chodzi – by adekwatnie zaspokajać potrzeby dzieci (nawet gdyby to czasem miało paradoksalnie oznaczać pewną niekonsekwencję). Absolutnie nie chodzi tu o wprowadzanie chaosu, ale bycie wrażliwym rodzicem dającym dziecku spokój i harmonię, a przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa i bezwarunkowej akceptacji : )

  2. Gdy czytam co piszesz o książce Keck i Kupecky jak żywy staje mi przed oczami rozdział czwarty książki „The connected child”, gdzie właśnie przewidywalność i uprzedzanie dziecka o tym, co je spotka stanowią podstawę budowania poczucia bezpieczeństwa u niego i zmniejszanie reakcji stresowej – a zmniejszenie poziomu kortyzolu takiego dziecka (które w wyniku doświadczeń ma system reakcji na stres rozregulowany) umożliwia jakikolwiek dialog, bo inaczej maluch jest w trybie „walcz lub uciekaj”, a nie „przedyskutujmy tę sprawę i zanalizujmy wszystkie aspekty” ;)

    Wychowanie dziecka doświadczonego traumą to temat trudny, bo i nowy w literaturze i nauce (!). Keck i Kupecky prawdopodobnie stosując niekonsekewncję starają się przesunąć „władzę” z dziecka na rodzica, by ten mając kontrolę, mógł dzieckiem się zaopiekować (a dziecko nie ufa dorosłym bo ma ku temu przekonujące powody – dorośli krzywdzili je i nie dawali wsparcia). Tymczasem w „The connected child” autorzy zachęcają do dawania dziecku odrobiny kontroli, by budować jego poczucie bezpieczeństwa przykładowo dając mu proste wybory (wolisz zjeść jabłko czy banana?).

    Jestem bardzo ciekawa, jaka byłaby Twoja opinia na temat tej książki. Swoją drogą, dodaję blog do ulubionych i będę wracać :) Znasz książki Jespera Juula? On też krytykuje konsekwencję w podobnym tonie jak Agnieszka Stein:)

    • Dziękuję za komentarz i zainteresowanie stroną. Niestety nie mam „The connected child” – dostałaś tę pozycję w Polsce czy jedynie jako ebook lub przez amazon? Książki Jespera Juula są u mnie w kolejce do przeczytania, która z każdym dniem się niebezpiecznie wydłuża :)
      Rzeczywiście, wychowanie i terapia dzieci z doświadczeniem traumy to temat nowy, choć sam problem obecny od lat, zwłaszcza po rozpowszechnieniu rodzinnej pieczy zastępczej. Mam wrażenie, że choć nauka, literatura i system szkoleniowy dla opiekunów zastępczych coraz częściej poruszają ten temat, to praktyka kliniczna jest daleko w tyle. Stąd wielu rodziców zastępczych i adopcyjnych ma duży problem ze znalezieniem specjalisty znającego problemy dzieci zranionych. Ciężko też o psychiatrę, który zdiagnozuje reaktywne zaburzenia więzi lub PTSD, a nie obarczy dzieckiem jedynie etykietką „zaburzenia zachowania i emocji”.

  3. Proponuję zacząć od „Twoje kompetentne dziecko” :) Juul to taki duński Korczak. „The connected child” kupiłam na Amazonie, ale wieść niesie, że będzie wydane po polsku :)

Skomentuj

Twój email nie będzie opublikowany. Pola wymagane zaznaczone są gwiazdką

Możesz skorzystać z tych tagów HTML: <pre><a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong></pre>