Potrzebujemy rodzin zastępczych

Przedstawiam materiał, który wyemitowała wczoraj poznańska telewizja WTK oraz program „Otwarta antena”, w którym wzięłam udział. Tematem przewodnim miała być promocja rodzicielstwa zastępczego. Niestety formuła i czas programu nie pozwoliły na czytelne i wyczerpujące omówienie, czym jest i jakie ma zadania rodzina zastępcza, ale tutaj mogę co nieco dodać i wyjaśnić.

Sam tytuł programu jest mylący, bowiem rozmowa dotyczyła rodzin zastępczych a nie rodzinnych domów dziecka. Dane przedstawiane na planszach oraz spora część spotkania poświęcona została głównie zawodowym rodzinom zastępczym, które przeszły dodatkowe szkolenia i podpisały umowę z powiatem. Znaczna większość rodzin zastępczych funkcjonuje jednak w formie niezawodowej, a więc nie otrzymuje wynagrodzenia, a jedynie 1 tys. zł na częściowe pokrycie koszów utrzymania dziecka. Tacy rodzice zastępczy zwykle nie rezygnują ze swojej pracy zawodowej, a przyjęte dziecko chodzi do żłobka, przedszkola czy szkoły, co sprawia, że ich codzienne życie nie różni się znacznie od codzienności innych rodzin.

Myślę, że warto też „odczarować” obraz dzieci, które potrzebują opieki zastępczej. Daleka jestem od koloryzowania i roztaczania przed kandydatami sielskiej wizji przyszłego życia jako rodzina zastępcza, ale wiem że wśród dzieci w pieczy zastępczej są także dzieciaki zdrowe, aktywne, wesołe, potrafiące się bawić. Nie każde z nich doświadczyło traumy w takim znaczeniu, jak potocznie to rozumiemy, lecz raczej tak zwanej traumy relacyjnej (związanej z niewłaściwą opieką rodzicielską). Są to dzieci, które przeżyły i przeżywają wiele strat oraz proces żałoby, a ich problemy z zachowaniem czy emocjonalnością mogą wynikać z zaburzonego procesu przywiązania z okresu wczesnego dzieciństwa. Na szkoleniach kandydaci otrzymują dużą dawkę wiedzy teoretycznej i praktycznej m.in. z zakresu wychowania zranionego dziecka, przywiązania, RAD (reaktywnych zab. więzi), FAS (płodowego zespołu alkoholowego), specyficznej roli rodzica zastępczego oraz sposobów współpracy z rodzicami naturalnymi. Szkolenia są bezpłatne i trwają kilkadziesiąt godzin rozłożonych w czasie 5-6 tygodni. W Poznaniu odbywają się w weekendy. Etap szkoleń jest poprzedzony spotkaniami diagnostycznymi i rozmowami z pedagogiem i psychologiem.

Problem skarg i „donosów” jest złożony, lecz nie tak częsty, jak można by sądzić po wypowiedziach. Owszem, część informacji przekazywanych instytucjom zajmującym się rodzinną pieczą zastępczą może być nieuzasadniona i niesprawiedliwa, lecz na każdy sygnał o ewentualnej krzywdzie dziecka, trzeba właściwie zareagować, traktując dobro dziecka priorytetowo. Osoby odpowiedzialne za ocenę sytuacji wychowanków powinny działać w podmiotowej współpracy z rodziną zastępczą, w sposób nieoskarżycielski, spokojny, skierowany na weryfikację informacji i propozycję wsparcia.

Nie zgadzam się ze słowami redaktora, że dzieci w pieczy zastępczej są „niechciane”. Rzadko dochodzi do porzucenia dziecka czy zrzeczenia się praw rodzicielskich. Najczęściej rodzice, przynajmniej na poziomie deklaracji, chcą odzyskać dzieci. Zdarza się, że sami byli wychowankami placówek lub dorastali w rodzinach dysfunkcyjnych, w których nie nauczyli się pełnienia ról rodzicielskich. Kontakt z rodzicami naturalnymi jest niejako wpisany w misję rodziny zastępczej. W ustaleniu warunków, częstotliwości i formy spotkań może pomóc koordynator rodzinnej pieczy zastępczej lub kurator i sąd. Warto jednak pamiętać, że odwiedziny nie są wskazane, jeśli dziecko było ofiarą lub świadkiem krzywdzenia, przemocy czy wykorzystywania seksualnego lub jeśli stanowczo odmawia spotkań z rodzicem lub rodzicami. W takich przypadkach o zakazie lub specjalnej regulacji kontaktów może zadecydować sąd.

W Polsce dużo się mówi o długich postępowaniach adopcyjnych, wieloletnim oczekiwaniu na adopcję i jednocześnie „przepełnionych” domach dziecka. Warto wiedzieć, skąd wynika to paradoksalne zestawienie. Większość rodziców wychowanków placówek opiekuńczo-wychowawczych ma jedynie ograniczoną władzę rodzicielską, a dopiero pozbawienie kwalifikuje dziecko do adopcji. Zanim, o ile w ogóle, dochodzi do pozbawienia, dziecko mogłoby wychowywać się w warunkach rodzinnych a nie instytucjonalnych.

Dzieci, które zamieszkały z rodziną zastępczą, różnie nazywają nowych opiekunów: czasem ciocią, wujkiem, czy babcią, dziadkiem, a czasami mamą i tatą. Dorosłym ciężko sobie wyobrazić, że dziecko może mieć jednocześnie np. mamę Asię, która je urodziła i odwiedza co tydzień, próbując w międzyczasie uporać się ze swoimi problemami, i mamę Anię, która jest z nim na co dzień, opiekuje się, przytula i czyta przed snem. Im lepszy jest kontakt i współpraca rodziców zastępczych i biologicznych, tym mniejszy lęk i konflikt lojalności przeżywa dziecko. Pisząc te słowa, wiem, że mogą wywoływać różne reakcje. I to jest normalne. Każda sytuacja, każde dziecko i jego rodzina mają swoją historię i doświadczenia, których nie da się ująć w jeden schemat. Problem pieczy zastępczej jest tak złożony i wymagający różnych perspektyw, że trudno uchronić się przed uproszczeniami. Tu nie ma jasnych odpowiedzi, a każde pytanie wymaga czasu, spotkania, rozmowy, atmosfery zrozumienia i akceptacji.

Reaguj. Masz prawo.

 

 

 

1010452_452916318149704_1779359930_n

Kampania Rzecznika Praw Dziecka

Reaguj na przemoc wobec dzieci – Masz prawo

http://jakreagowac.pl/

 

Dodałabym: Pozwól mi na spontaniczność, naturalność i bycie sobą. Zrozum, że muszę doświadczać i wyrażać różne emocje, by się rozwijać i uczyć radzenia sobie z nimi. Czasami jest mi smutno i płaczę, a czasem złoszczę się i to jest normalne. Wesprzyj mnie wtedy, ale nie odmawiaj prawa do płaczu lub gorszego samopoczucia.

 

Konsekwentnie czy niekonsekwentnie?

Wśród poradników  dla rodziców i opinii specjalistów trudno znaleźć stanowisko krytyczne wobec postulatu konsekwencji w wychowaniu dzieci. Spotkałam się jednak z dwiema odosobnionymi opiniami.

Pierwsza z nich pochodzi z książki Wychowanie zranionego dziecka (s. 50, Keck, Kupecky), a druga zawarta została w ciekawym artykule Agnieszki Stein O pożytkach płynących z niekonsekwencji, który można przeczytać tutaj: http://dzikiedzieci.pl/index.php?strona=126. Choć obie nie zalecają konsekwencji jako głównej zasady wychowania, są napisane w różnych duchu i wynikają z innych idei.

Autorzy Wychowania zranionego dziecka postrzegają niekonsekwencję jako „sposób na dziecko”,  możliwość przechytrzenia go i złamania rutyny. Radzą nie informować dziecka, co je spotka za niegrzeczne zachowanie, a własne reakcje zmieniać za każdym razem, tj. czasem ignorować, czasem skomentować, innym razem ukarać dziecko. Uważam, że dzieci, które doświadczyły wzrastania w rodzinach dysfunkcyjnych, gdzie panował chaos, brak jakichkolwiek metod wychowawczych i ciągła niepewność, co zrobią opiekunowie, przede wszystkim potrzebują poczucia bezpieczeństwa, stałości i przewidywalności, nawet jeśli ta stabilność wydaje im się czymś nieprzyjemnym, bo nieznanym. Stosowanie różnych sposobów i sztuczek, których jedynym celem jest wpłynięcie na zachowanie dziecka, bez dbałości o jego poczucie bezpieczeństwa i budującą się więź z opiekunami, uważam za krzywdzące i nieskuteczne w dłuższej perspektywie.

Agnieszka Stein natomiast radzi wybierać niekonsekwentne zachowania wówczas, gdy wypływają z prawdziwego zrozumienia dziecka i stanowią odpowiedź na jego aktualne potrzeby, ma to bowiem większą wagę niż bezwzględna konsekwencja (wywodząca się z behawioralnych teorii uczenia się). Jako przykład podaje sytuację, w której ojciec konsekwentnie odmawia wzięcia na ręce dużej już córki, która jednak o to prosi, bo jest już bardzo zmęczona. Okazuje się, że dziecko zaczyna wkrótce przejawiać objawy choroby, a na drugi dzień trafia do szpitala. Autorka pisze również, że dziecko, otoczone dorosłymi o różnych poglądach, osobowościach, którzy nie zawsze zachowują się zgodnie ze wspólną „linią wychowawczą”, może doświadczyć różnych relacji i różnorodności zachowań, które spotka później w „prawdziwym” świecie poza domem rodzinnym. Bliskość, umiejętność szczerego wyrażania uczuć i potrzeb oraz elastyczność zachowań przy zmieniających się warunkach, są istotniejsze niż bezwzględne przestrzeganie zasad i regulaminów.

Oczywiście na co dzień, zwłaszcza jeśli chodzi o bezpieczeństwo i zdrowie, warto się trzymać ustalonych z dzieckiem reguł. Pozwala to na budowanie zaufania do rodziców i ich kompetencji, socjalizację, wzrost samokontroli, naukę zasad życia społecznego. Nie można jednak stać się niewolnikiem konsekwencji, zapominając o realizacji potrzeb dziecka i priorytetowym traktowaniu więzi z nim.

Rozwój przywiązania

W prawidłowo przebiegającym rozwoju przywiązania możemy wyróżnić cztery następujące po sobie fazy.

I – Orientacja i sygnały bez różnicowania wybranej osoby

W pierwszej fazie, która rozpoczyna się po narodzeniu i trwa do 2-3 m-ca życia, dziecko jest zorientowane na odbiór bodźców społecznych z otoczenia, czemu służy specyfika i złożoność aparatu percepcyjnego. Noworodki reagują na widok symbolicznie przedstawionej twarzy ludzkiej silniej niż na cokolwiek innego. Z kolei ostrość widzenia jest najlepsza w odległości ok. 20 cm, która odpowiada odcinkowi między karmiącą matką a dzieckiem.  Maluch sygnalizuje swoje potrzeby bez ukierunkowania – czyli do wszystkich osób w otoczeniu. To znaczy, że ukoić noworodka może każda osoba dorosła, co ma duże znaczenie ewolucyjne. Dziecko nie rodzi się jako „czysta karta”. Jest kompetentne w zakresie różnego rodzaju zachowań, odruchów czy zdolności prowadzących do utrzymania bliskości z opiekunem. Takie zachowania to np.  płacz, nawiązywanie kontaktu wzrokowego, kurczowe chwytanie się, uśmiech, tulenie się i reagowanie wyciszeniem na zabiegi opiekuna. Mimo to, na tym etapie dziecko jest całkowicie zależne od opiekuna i to od niego zależy ochrona i utrzymywanie bliskości z maluchem. W tym pierwszym okresie dziecko kształtuje podstawową zdolność odróżniania bliskich od obcych, zdobywa informacje o tym, czego może oczekiwać od otoczenia. Rozwijają się pierwsze wzorce reakcji.

II – Orientacja i sygnały skierowane do wybranej osoby

Kolejna faza przynosi zalążek przywiązania – dziecko zaczyna skupiać swoje sygnały i gesty na niewielkiej grupie osób (1-2). Częściej uśmiecha się do osób, które regularnie się nim zajmują, niż do obcych. Na razie jeszcze niemowlę nie wykazuje szczególnego zaniepokojenia w sytuacji oddzielenia z rodzicami, ani lęku przed nieznajomymi. W tym okresie niezmiernie ważna jest jakość opieki sprawowanej nad dzieckiem. W dużej mierze to od wrażliwości macierzyńskiej opiekuna będzie zależało, czy tworząca się więź zapewni dziecku poczucie bezpieczeństwa, to znaczy, czy w relacji z opiekunem wykształci się bezpieczna więź, czy któryś ze wzorców pozabezpiecznych (lękowych).

III – Utrzymywanie bliskości z wybraną osobą dzięki mowie i przemieszczaniu się

Kiedy dziecko osiąga 6-9 miesiąc życia, pojawia się właściwe przywiązanie do wybranego opiekuna (tzw. figury przywiązania). Utworzenie tej niezwykłej więzi jest możliwe, ponieważ do tej pory w życiu dziecka miały miejsce tysiące podobnych sytuacji, które złożyły się na cykl rozwoju przywiązania:
frustracja – sygnalizowanie – zaspokojenie – ulga –> rozwój zaufania i poczucia bezpieczeństwa

Dla małych dzieci większość niezaspokojonych potrzeb jest odczuwana jako niemal fizyczny dyskomfort. Na pierwszy rzut oka mogą bardzo podobnie sygnalizować głód, zmęczenie, czy potrzebę bliskości. To od wrażliwości opiekuna zależy, czy zachowanie dziecka zostanie zauważone, prawidłowo odczytane oraz czy nastąpi adekwatna reakcja dorosłego. Jeśli opiekun jest skupiony na dziecku i świadomy, że na tym etapie to ono jest w centrum, nie powinien mieć problemu z zarejestrowaniem, że maluch czegoś potrzebuje. Kluczowa jest również, obok stałej konsekwentnej opieki, bezwarunkowa akceptacja dziecka oraz zachowywanie bliskości fizycznej  i kontaktu wzrokowego. Najistotniejsze czynniki warunkujące rozwój bezpiecznej więzi to dostępność i zaangażowanie emocjonalne oraz dostrojenie do sygnałów dziecka.

Po powtarzających się cyklach frustracji i zaspokajania potrzeb dziecka przez rodzica tworzy się bazalne poczucie bezpieczeństwa i zaufanie wobec rodziców (ale też otoczenia i ludzi w ogóle). Dziecko ufa, że jego potrzeby zostaną zauważone i zaspokojone. W późniejszych okresach potrafi dzięki temu samodzielnie regulować nieprzyjemne stany emocjonalne i rozwiązywać trudności w przyszłości. W pierwszym roku życia nie da się „rozpieścić dziecka”. Na wychowywanie jest czas nieco poźniej. W tym pierwszym okresie życia dziecka chodzi wyłącznie o adekwatne zaspokajanie potrzeb i regulowanie stanów emocjonalnych. Dziecko, które w relacji osiąga bezpieczne przywiązanie, uczy się skutecznej regulacji afektu, a poprzez funkcjonowanie w diadzie z opiekunem kształtuje się jego rozwój społeczno-emocjonalny.

Około 8 mc-a pojawia się silny lęk przed obcymi oraz lęk separacyjny w sytuacji oddzielenia od rodziców. Oznaki rozpaczy nasilają się od około dwunastego do szesnastego miesiąca, a później ich częstotliwość maleje. Zachowania ok. rocznych dzieci po powrocie rodzica są wskaźnikiem wzorca przywiązania, co może być zbadane przez profesjonalistę w procedurze Nieznanej sytuacji (Strange situation), opracowanej przez Mary Ainsworth. Wzorce odpowiadają wykształconym przez dziecko wewnętrznym obrazom opiekuna i samego siebie oraz schematom zachowań w relacjach.

Niemowlę staje się coraz bardziej kompetentne – ma zdolność przywoływania opiekuna, zaczyna częściej inicjować interakcję i zabawę. Dziecko w tym okresie rozwojowym zaczyna się przemieszczać poprzez pełzanie i czworakowanie, zdobywa więc możliwość oddalania i zbliżania się do opiekuna. Możemy wówczas obserwować, jak wykorzystuje rodzica jako „bezpieczną bazę”, z której wyrusza eksplorować otoczenie, by następnie, po nasileniu się lęku, wracać do niego jako „bezpiecznej przystani”.

Faza trzecia, trwająca ponad rok, służy umocnieniu i konsolidacji więzi z opiekunem.

IV – Tworzenie partnerstwa

Ostatnia faza rozpoczyna się na początku trzeciego roku życia dziecka. Maluch zaczyna dostrzegać, że rodzic jest autonomiczną osobą, która ma swoje uczucia, myśli, plany działania. Dzięki temu pojawia się możliwość negocjowania,  stawiania granic, czyli wychowywania, a relacja staje się bardziej partnerska. Obraz świata staje się bardziej złożony i pozwala na elastyczniejsze zachowania, choć nadal postrzeganie sytuacji społecznych przez dziecko jest egocentryczne. Dzieci w trzecim roku życia, które utworzyły bezpieczną więź, zaczynają lepiej sobie radzić z sytuacją rozłąki z opiekunami, ponieważ są w stanie utrzymać umysłowy (wewnętrzny) obraz dostępnego, wrażliwie reagującego rodzica.

 

Źródła:

Barbara Tryjarska (red.), Bliskość w rodzinie. Więzi w dzieciństwie a zaburzenia w dorosłości. SCHOLAR
Czub T, Stawicka, M., (2009), niepublikowane materiały do wykładu: Społeczne przywiązanie, Instytut Psychologii UAM

 

 

Neurobiologia ufnego przywiązania

Wpływ wczesnych doświadczeń na to, jak rozwija się człowiek i jego osobowość, nie jest wyjaśniany jedynie teoriami psychologicznymi. Psychologia łączy się tu z genetyką, neurobiologią, medycyną. Zapraszam do obejrzenia poniższego materiału, w którym w bardzo prosty sposób znani badacze opisują te związki i zależności.

Przywiązanie – wprowadzenie

Żeby ruszyć do przodu, musimy się cofnąć do początku. To zdanie pojawia się często w kontekście budowania więzi z dzieckiem zranionym. Myślę, że jest równie adekwatne w przypadku zdobywania wiedzy o funkcjonowaniu i rozwoju dzieci. Nie zrozumiemy niektórych zachowań i leżących u ich podłoża mechanizmów intrapsychicznych, jeśli nie będziemy świadomi, jak wygląda prawidłowy i zakłócony rozwój przywiązania.

A zatem cofnijmy się do lat 50. XX wieku, kiedy to Harry Harlow w swoich kontrowersyjnych badaniach oddzielał młode rezuski od matek zaraz po urodzeniu. Eksperyment pokazał m.in., że to nie pożywienie i karmienie przywiązuje małe małpki do opiekuna, lecz ciepło i dotyk cielesny. Badania udowodniły także, że w przypadku małpek można wskazać okres sensytywny (wrażliwy) dla nawiązania relacji dziecka z matką. Rezuski powracające po 3 miesiącach były w stanie, po krótkim okresie lęku, rozwinąć zaufanie do matek i stać się dobrze rozwijającymi się członkami społeczności. Małpki powracające po 6 lub 16 miesiącach, nie odzyskiwały równowagi afektywnej, reakcje przerażenia, strachu i agresji nie przemijały, a ich zdolności adaptacyjne były minimalne. Te osobniki nie potrafiły współżyć w stadzie, atakowały zarówno silniejszych, jak i słabszych przedstawicieli grupy. Eksperyment pokazał również, że małpki „wychowywane” wyłącznie z drucianą matką (zobacz filmik poniżej), nie wchodziły w związki seksualne, a jeśli rodziły dzieci pochodzące ze sztucznego zapłodniona, nie pojawiał się u nich instynkt macierzyński. Okazało się jednak, że po 3 miesiącach wytrwałych i rozpaczliwych prób nawiązania kontaktu ze strony młodych,  matki-sieroty zaczynały reagować na potrzebę bliskości swoich dzieci. Trzymiesięczny okres sensytywny z jednej strony chroni młode małpki, z drugiej pozwala matce, pozbawionej własnych doświadczeń troskliwej opieki,  rozwinąć swoistą wrażliwość macierzyńską.

Sam John Bowlby już w 1944 r. poczynił ważne dla koncepcji przywiązania obserwacje w swoich badaniach nad „młodocianymi przestępcami”. Okazało się, że większość nastoletnich złodziei, którzy prezentowali cechy „obojętności uczuciowej” (brak zdolności do zaangażowania się uczuciowego), przeżyła rozstanie z matką w ciągu pierwszych 5 lat życia. Źródła koncepcji znajdziemy również w badaniach, w których obserwowano reakcje dzieci na rozłąkę z matką, np. w sytuacji hospitalizacji lub umieszczenia w sierocińcach. I tu również odkryto, że po fazie protestu (rozpaczy, szoku), wycofania (apatia, izolacja), następuje faza odłączenia, a więc pozornego braku objawów i powrotu do aktywności, w której nie ma jednak miejsca na zaangażowanie emocjonalne.

Dzieci pozbawione opieki macierzyńskiej rozwijają się fizycznie i psychicznie z opóźnieniem, mają niższa odporność, są obarczone znacznym ryzykiem zaburzeń psychicznych w przyszłości. Brak możliwości rozwinięcia silnych i dających poczucie bezpieczeństwa związków w dzieciństwie skutkuje deficytami i problemami w sferze społecznej, emocjonalnej i behawioralnej, intelektualnej.

Wnioski z badań Bowlby’ego przyczyniły się do zmiany restrykcyjnych przepisów dotyczących odwiedzin małych dzieci w szpitalach.

Zachowania przywiązaniowe są instynktowne i wrodzone. Dzieci rodzą się z motywacją do utrzymywania bliskości z opiekunami i są wyposażone w szereg umiejętności pozwalających tę bliskość utrzymywać. „Kompetentne” niemowlęta potrafią sygnalizować swoje potrzeby, komunikować się z otoczeniem, przywierać do opiekuna, wodzić wzrokiem za matką. Mimo, że wzrok noworodka nie jest rozwinięty jak u starszych dzieci, to jego ostrość jest najlepsza na odcinku 20 cm, który odpowiada mniej więcej odległości od twarzy karmiącej naturalnie matki. Kontakt wzrokowy i dotykowy, obok zaspokajania potrzeb dziecka, jest kluczowy dla rozwijania więzi.

Wstępem do dalszego poznawania koncepcji przywiązania będzie poniższy film:

Eksperyment „Still face” pozwala na kilka ciekawych obserwacji:

  1. Dziecko, mimo że jeszcze nie mówi, potrafi komunikować się z matką: inicjować i reagować na sygnały; jest również uważnym obserwatorem swojego „rozmówcy”
  2. Mama z dzieckiem nadają na tych samych falach, są wzajemnie „dostrojeni”
  3. Kiedy twarz matki przestaje wyrażać emocje i pozostaje nieruchoma, niemowlę, odpowiednio stopniując reakcje, wykorzystuje cały dostępny „arsenał” swoich umiejętności komunikacyjnych, by wywołać odpowiedź u matki
  4. W momencie, gdy nic nie skutkuje, a pobudzenie sięga zenitu, maluch zaczyna płakać, a więc sięga po pierwszy rozwojowo, podstawowy środek wołania o pomoc. Celowo piszę, że niemowlę szuka pomocy – bowiem w sytuacji przedłużającego się braku reakcji ze strony matki, dziecko czuje coraz większy lęk, a system przywiązania jest w pełnej aktywacji
  5. Można przypuszczać, że matka, choć poinstruowana przez badacza, by nie okazywała emocji, również jest negatywnie pobudzona, ponieważ sytuacja jest dla niej nienaturalna i nieprzyjemna.
  6. Kiedy mama zaczyna z powrotem reagować na dziecko i zbliża się do niego, maluch powraca dość szybko do równowagi, pobudzenie znacznie spada. Można przypuszczać, że dziecko wykształciło w relacji z figurą przywiązania bezpieczny wzorzec, dający poczucie bezpieczeństwa i zaufanie do opiekuna. Niemowlę nie jest na mamę obrażone czy zagniewane, ani nie unika z nią kontaktu, jak byłoby w przypadku wzorców lękowych.

 
Źródła:
Bowlby, J. (2007), Przywiązanie, Warszawa: PWN
Czub T, Stawicka, M., (2009), niepublikowane materiały do wykładu: Społeczne przywiązanie, Instytut Psychologii UAM

Zaproszenie na szkolenie

ZERO-PIĘĆ. Fundacja na rzecz zdrowia psychicznego małych dzieci zaprasza
specjalistów pracujących z dziećmi i ich rodzinami na szkolenie
ZABAWA W PSYCHOTERAPII

zabawa_ulotki-page-001

kliknij, aby powiększyć

temat szkolenia:  ZABAWA W PSYCHOTERAPII – ze szczególnym uwzględnieniem pracy terapeutycznej z małymi dziećmi

szkolenie poprowadzi: Dr STELLA ACQUARONE – Dyrektor School of Infant Mental Heallth i Parent Infant Clinic w Londynie

 czas i miejsce: 13-14 września 2013 w Poznaniu

formuła zajęć: Zajęcia będą miały charakter wykładowo-warsztatowy

Bobasy

Polecam każdemu film dokumentalny „Bobasy”

Poznamy czwórkę niemowląt rozwijających się na naszych oczach w swoim pierwszym roku życia.  Przygody maluchów są zabawne, wzruszające, zadziwiające.  Każde dziecko pochodzi z innego zakątka świata, zupełnie innej kultury i doświadcza różnego rodzaju opieki.

Wszystkie bobasy potrzebują jednak ciepła i bliskości : )

 

Opis filmu w serwisie Filmweb 

Dziękuję Agacie, że powiedziała mi o Bobasach!

 

Ostrzeżenie przed terapią więzi, czyli…

CAM00221

Chcąc pisać o więzi i jej zaburzeniach, warto już na wstępie zdecydowanie zaznaczyć różnicę między podejściem opartym o klasyczną teorię przywiązania Bowlby’ego i najnowsze badania nad rozwojem mózgu, a zbiorem niebezpiecznych oddziaływań paraterapeutycznych, nazywanych myląco terapiami więzi. „Terapia wymuszonego kontaktu” (holding) czy „rebirthing” to niebezpieczne metody, w których przekracza się granice fizyczne i psychiczne dziecka, a ich efekty, jeśli się pojawiają, wynikają raczej z zastraszenia i złamania woli dziecka niż modyfikacji wzorca przywiązania i poprawy relacji w rodzinie. O tragicznych w skutkach „terapiach” można przeczytać w najnowszej książce Tomasza Witkowskiego Zakazana psychologia tom II. Rozdział mówiący o „szarlatanerii w obszarze terapii dziecięcej” został udostępniony na stronie autora.
Źródło: http://www.tomaszwitkowski.pl/page22.php

Choć nie zgadzam się z założeniem Tomasza Witkowskiego, że dzieciństwo nie ma wpływu na rozwój osobowości, uważam, że należy w zdecydowany sposób ostrzegać przed korzystaniem z niesprawdzonych i szkodliwych metod terapii. Jeśli odrzucimy te niebezpieczne, niekontrolowane terapie, nadal jednak pozostaje problem wielu rodzin zastępczych i adopcyjnych opiekujących się dziećmi ze zdezorganizowanym wzorcem przywiązania lub reaktywnymi zaburzeniami więzi (RAD). Opiekunowie szukający, często na własną rękę, pomocy, niekoniecznie posiadają umiejętności weryfikacji naukowej oferowanych im metod. Jeśli do tego czują bezsilność, zmęczenie i rezygnację związaną z frustracją wynikającą z trudności z nawiązaniem relacji z dzieckiem, będą skłonni korzystać z pomocy każdego terapeuty zapewniającego ich o możliwości pomocy. Myślę, że oprócz ostrzegania przed „szarlantanerią”, trzeba wskazywać metody bezpieczne, niekoniecznie spektakularne i szybkie w efektach, ale pozwalające na zbudowanie prawdziwej więzi, opartej na poczuciu bezpieczeństwa i zaufaniu.

Jak pisze Witkowski: „Terapia oparta na więzi (attachment-based therapy), bo tak dla odróżnienia od terapii więzi (attachment therapy) ją nazwano, jest alternatywą dla tych opisywanych przeze mnie […] Niestety, jest to propozycja wyłącznie dla terapeutów i rodziców, którzy wspólnie nie boją się wziąć na siebie odpowiedzialności za wynik pracy z trudnym dzieckiem, jak również za ewentualne porażki.”  Autor kończy jednak tym stwierdzeniem rozdział, nie podając źródeł dostępnych w Polsce.

W bardzo rzetelny i przekonujący sposób o krzywdzeniu dzieci pod przykrywką „terapii” pisze również psychiatra dziecięcy Bruce D. Perry w fascynującej książce O chłopcu wychowywanym jak pies w rozdziale Diabelska panika. Autor jednak, w odróżnieniu od Witkowskiego, opisuje badania z dziedziny medycyny i neuropsychologii, związane z ekspresją genów, rozwojem i neurochemią mózgu, układem hormonalnym, które ukazują ogromny wpływ wczesnodziecięcych doświadczeń na to, jak rozwija się nasza osobowość, zachowania, kompetencje społeczne i empatia. W kolejnych odsłonach przybliżę niektóre odkrycia, opisywane przez Perry’ego, w celu przedstawiania dobrych i dostępnych (!) metod dla rodziców, opartych na wiedzy naukowej i doświadczeniu klinicznym.