Zaburzenia psychosomatyczne u dzieci

Poniższą pracę pisałam na studiach jakieś 8 lat temu i choć dziś dokonałabym pewnie kilku zmian, to jednak wydaje mi się, że tekst ten może wprowadzić zainteresowanych w podstawowe zagadnienia psychosomatyki i rozwoju regulacji emocji u dzieci. Od tego czasu bardzo mnie zainteresował obszar wpływu psychiki na ciało. Związkowi somatyzacji z trudnościami w uświadamianiu, wyrażaniu i werbalizowaniu emocji (przyjmującymi niekiedy postać aleksytymii) poświęciłam badania magisterskie. Późniejsza praca z dziećmi pozbawionymi wystarczająco dobrej opieki rodzicielskiej pokazała, jak ważne jest dostrzeganie tych związków. „Paluszek i główka” najczęściej nie są tylko wymówką.

Zaburzenia psychosomatyczne u dzieci i młodzieży

Celem pracy jest opis funkcjonowania emocjonalnego dzieci chorych psychosomatycznie w relacji z rodzicami oraz próba ukazania mechanizmów powstawania i utrzymywania się u dzieci zaburzeń psychosomatycznych w kontekście społeczno-rozwojowym. Przedstawione zostaną koncepcje i przegląd badań dotyczących somatyzacji, regulacji-dysregulacji emocji (w tym: teoria aleksytymii), więzi psychicznej (proces separacji-indywiduacji) oraz nieodłącznie związane z problematyką pracy pojęcie „rodziny psychosomatycznej”.

Choroba psychosomatyczna czy podejście psychosomatyczne?

Zaburzenie psychosomatyczne, w najprostszym ujęciu, jest chorobą somatyczną, w której etiologii czynniki psychologiczne dominują lub są równie istotne jak uwarunkowania biologiczne. Tradycyjnie, jako przykłady chorób psychosomatycznych podaje się m.in. wrzody żołądka i dwunastnicy, choroby alergiczne (atopowe zapalenie skóry), choroby wieńcowe, czy zaburzenia odżywiania. Rozwój psychologii zdrowia, w tym biopsychospołecznego modelu zdrowia i choroby, badania nad stresem i jego wpływem na układ immunologiczny, a także powstanie psychoneuroimmunoendokrynologii pozwalają zauważyć, że niemalże każde schorzenie jest w jakimś stopniu psychogenne. Współcześnie coraz częściej mówi się po prostu o podejściu psychosomatycznym (Goodman, 2000, s.144).

Istotnym w wyjaśnianiu genezy chorób psychosomatycznych zjawiskiem jest somatyzacja stanów psychicznych, która polega na odczuwaniu dolegliwości cielesnych za każdym razem, gdy pojawi się (często na poziomie nieświadomym) przykre napięcie emocjonalne. To, co u niemowlęcia jest normalne i zdrowe (płacz jako reakcja na wszelką nierównowagę), bo będące pewnym etapem na drodze do mentalizacji stanów psychicznych, u starszego dziecka jest objawem patologicznym. Niestety, nasze społeczeństwo może sprzyjać pojawianiu się somatyzacji. Rodzice i nauczyciele skłonni są zareagować szybciej i żywiej na bolący dziecko brzuch, głowę, a tym bardziej trudności w oddychaniu, niż na „zwykły” smutek czy lęk. Także złość u dziewczynek albo płacz u chłopców mogą być społecznie hamowane. Dziecko w ten sposób uczy się reagowania na napięcie w określony sposób – taki, który zapewni uwagę ze strony dorosłych, będącą oczywiście wzmocnieniem pozytywnym. Somatyzacja ściśle wiąże się z procesami regulacji (i dysregulacji) emocjonalnej.  Czytaj dalej »

Konsekwentnie czy niekonsekwentnie?

Wśród poradników  dla rodziców i opinii specjalistów trudno znaleźć stanowisko krytyczne wobec postulatu konsekwencji w wychowaniu dzieci. Spotkałam się jednak z dwiema odosobnionymi opiniami.

Pierwsza z nich pochodzi z książki Wychowanie zranionego dziecka (s. 50, Keck, Kupecky), a druga zawarta została w ciekawym artykule Agnieszki Stein O pożytkach płynących z niekonsekwencji, który można przeczytać tutaj: http://dzikiedzieci.pl/index.php?strona=126. Choć obie nie zalecają konsekwencji jako głównej zasady wychowania, są napisane w różnych duchu i wynikają z innych idei.

Autorzy Wychowania zranionego dziecka postrzegają niekonsekwencję jako „sposób na dziecko”,  możliwość przechytrzenia go i złamania rutyny. Radzą nie informować dziecka, co je spotka za niegrzeczne zachowanie, a własne reakcje zmieniać za każdym razem, tj. czasem ignorować, czasem skomentować, innym razem ukarać dziecko. Uważam, że dzieci, które doświadczyły wzrastania w rodzinach dysfunkcyjnych, gdzie panował chaos, brak jakichkolwiek metod wychowawczych i ciągła niepewność, co zrobią opiekunowie, przede wszystkim potrzebują poczucia bezpieczeństwa, stałości i przewidywalności, nawet jeśli ta stabilność wydaje im się czymś nieprzyjemnym, bo nieznanym. Stosowanie różnych sposobów i sztuczek, których jedynym celem jest wpłynięcie na zachowanie dziecka, bez dbałości o jego poczucie bezpieczeństwa i budującą się więź z opiekunami, uważam za krzywdzące i nieskuteczne w dłuższej perspektywie.

Agnieszka Stein natomiast radzi wybierać niekonsekwentne zachowania wówczas, gdy wypływają z prawdziwego zrozumienia dziecka i stanowią odpowiedź na jego aktualne potrzeby, ma to bowiem większą wagę niż bezwzględna konsekwencja (wywodząca się z behawioralnych teorii uczenia się). Jako przykład podaje sytuację, w której ojciec konsekwentnie odmawia wzięcia na ręce dużej już córki, która jednak o to prosi, bo jest już bardzo zmęczona. Okazuje się, że dziecko zaczyna wkrótce przejawiać objawy choroby, a na drugi dzień trafia do szpitala. Autorka pisze również, że dziecko, otoczone dorosłymi o różnych poglądach, osobowościach, którzy nie zawsze zachowują się zgodnie ze wspólną „linią wychowawczą”, może doświadczyć różnych relacji i różnorodności zachowań, które spotka później w „prawdziwym” świecie poza domem rodzinnym. Bliskość, umiejętność szczerego wyrażania uczuć i potrzeb oraz elastyczność zachowań przy zmieniających się warunkach, są istotniejsze niż bezwzględne przestrzeganie zasad i regulaminów.

Oczywiście na co dzień, zwłaszcza jeśli chodzi o bezpieczeństwo i zdrowie, warto się trzymać ustalonych z dzieckiem reguł. Pozwala to na budowanie zaufania do rodziców i ich kompetencji, socjalizację, wzrost samokontroli, naukę zasad życia społecznego. Nie można jednak stać się niewolnikiem konsekwencji, zapominając o realizacji potrzeb dziecka i priorytetowym traktowaniu więzi z nim.